Forever alone....
*UWAGA! Rozdziały mogą zawierać treści wulgarne lub przeznaczone dla osób powyżej osiemnastego roku życia. Czytasz na własną odpowiedzialność.
Ok. To zaczynamy.....
_________________________________________________________
-Pa!!!! - krzyknęła mama z dołu. Nic nie odpowiedziałam. Nie zeszłam na dół, aby się pożegnać, ponieważ nadal byłam na nią lekko mówiąc wkurzona.
Było popołudnie, a mama wyjeżdża właśnie na wykład do Krakowa. W środku tygodnia i na dodatek dwa dni przed moimi urodzinami. Zapewne rodzice o nich zapomną znowu...
Z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojej siostry.
- Rose! Śniadanie! - krzyknęła z dołu.
- Już idę... - mruknęłam cicho, więc pewnie mnie nie usłyszała. Zgramoliłam się z łóżka i powolnym krokiem poszłam w stronę schodów. Na dole w kuchni przy stole siedziała moja siostra.
- a Tata? - zapytałam
-Ma dyżur.. - odpowiedziała Annie.
- Super... -- mruknęłam pod nosem.
Jak ja kocham mieć rodziców lekarzy. Jeżeli ktoś ma takich rodziców to wie jak to jest... A jeżeli nie to nie życzę mu tego. Pewnie wielu ludzi myśli, że jestem dziwna skoro: Mam rodziców lekarzy, to mam dużo pieniędzy, mam dużo pieniędzy to mam duży dom i markowe ubrania + naokoło siebie wkurzających ludzi, którzy chcą się zemną przyjaźnić bo jestem bogata... Hahaha, ale to ma też wiele wad. Rodziców nie ma całe dnie w domu. Jeżeli są to najczęściej w kratkę, raz mama raz tata. Nie rozmawiamy za dużo a jeżeli tak to o tym, że mogłabym się lepiej uczyć. Swoją drogą mam średnią 5.80, także nie rozumiem w czym tkwi problem...
- Rose! Rose?! ROSE!!!
- C-co? - wyjąkałam przestraszona
- No bo się zawiesiłaś. Siedziałaś już 7 minut i patrzyłaś się na ścianę.... - odpowiedziała mi, a jej uśmiech zaczął się powiększać - WIEM!!! Zakochałaś się!!!!!!!!!!
Zachłysnęłam się herbatą...
- Ja? - spytałam z miną typu WTF.
- Nooo....
- Tylko jest taki jeden problem... ja nie mam szans u żadnego chłopaka w naszej szkole... i taki fakcik nie jestem zakochana - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Dobra, dobra... - odpowiedziała zrezygnowana wiedząc, że nie ulegnę.
Po zjedzonym śniadaniu wzięłam słuchawki, portfel i telefon i wyszłam na spacer nie mając nic lepszego do roboty. Chodziłam po mieście. Wstąpiłam do parku i zauważyłam pana, który sprzedawał watę cukrową. Na moich ustach od razu pojawił się uśmiech. Podeszłam do stoiska i kupiłam jedną. Po kilku minutach nie było po niej śladu. Przelotnie spojrzałam na zegarek i oczy o mało nie wyszły mi z orbit. Chodziłam po mieście dobre 3 godziny! Postanowiłam wrócić do domu.
Dotarłam tam po około 10 minutach. Gdy byłam pod domem zobaczyłam wozy policyjne. Wystraszona weszłam do środka i skierowałam się do salonu. Siedziało tam dwóch policjantów, tata oraz Annie. Tata wyglądał jakby miał zemdleć, a Annie krztusiła się łzami. Ale zaraz.. tata miał dyżur, a jeżeli wyszedł z pracy to musiała zdarzyć się tragedia... Pobladłam
- C-co się stało - spytałam
-M-ma-ma o-ona - Nie dokończyła tylko zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- Co z mamą?! - zapytałam już lekko poddenerwowana
- Ona nie żyje ... - powiedział tata tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
Stałam tak chwilę nie mogąc się ruszyć, ani nic powiedzieć. Mama... nie wierzę dlaczego ona...
Wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Postanowiłam pójść (pobiec) do mojej najlepszej przyjaciółki i wyżalić się jej. Weszłam do jej domu bez pukania, ponieważ zawsze tak robię.
Zachłysnęłam się herbatą...
- Ja? - spytałam z miną typu WTF.
- Nooo....
- Tylko jest taki jeden problem... ja nie mam szans u żadnego chłopaka w naszej szkole... i taki fakcik nie jestem zakochana - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Dobra, dobra... - odpowiedziała zrezygnowana wiedząc, że nie ulegnę.
Po zjedzonym śniadaniu wzięłam słuchawki, portfel i telefon i wyszłam na spacer nie mając nic lepszego do roboty. Chodziłam po mieście. Wstąpiłam do parku i zauważyłam pana, który sprzedawał watę cukrową. Na moich ustach od razu pojawił się uśmiech. Podeszłam do stoiska i kupiłam jedną. Po kilku minutach nie było po niej śladu. Przelotnie spojrzałam na zegarek i oczy o mało nie wyszły mi z orbit. Chodziłam po mieście dobre 3 godziny! Postanowiłam wrócić do domu.
Dotarłam tam po około 10 minutach. Gdy byłam pod domem zobaczyłam wozy policyjne. Wystraszona weszłam do środka i skierowałam się do salonu. Siedziało tam dwóch policjantów, tata oraz Annie. Tata wyglądał jakby miał zemdleć, a Annie krztusiła się łzami. Ale zaraz.. tata miał dyżur, a jeżeli wyszedł z pracy to musiała zdarzyć się tragedia... Pobladłam
- C-co się stało - spytałam
-M-ma-ma o-ona - Nie dokończyła tylko zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- Co z mamą?! - zapytałam już lekko poddenerwowana
- Ona nie żyje ... - powiedział tata tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
Stałam tak chwilę nie mogąc się ruszyć, ani nic powiedzieć. Mama... nie wierzę dlaczego ona...
Wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Postanowiłam pójść (pobiec) do mojej najlepszej przyjaciółki i wyżalić się jej. Weszłam do jej domu bez pukania, ponieważ zawsze tak robię.
Pobiegłam do jej pokoju. To co tam zobaczyłam wstrząsnęło mną dogłębnie. Coś we mnie pękło. Załamałam się kompletnie. Moja "przyjaciółka" i mój (były) "chłopak".
- Ale to nie tak! - zawołała jeszcze za mną
Szybko wyszłam z jej domu. Czemu ja?? Co takiego zrobiłam? Komu zawiniłam? Takie pytania krążyły mi po głowie w drodze nad rzekę. Byłam teraz jakby w transie. Niby byłam na ziemi i wszystko ok ale w środku była pustka nic poza dziwną siłą, która ciągnęła mnie na most. Podeszłam do barierki. Przeszłam na drugą stronę. Powoli puszczałam zimny metal. Przechylałam się w stronę rzeki i......
________________________________________________________
I pierwszy rozdział za nami :* mam nadzieję, że się wam spodobał xd Piszcie komentarze czy jest sens pisać to dalej, czy też nie. Mam nadzieję do następnego. Liczę na chociaż jeden komentarz :)
- Ale to nie tak! - zawołała jeszcze za mną
Szybko wyszłam z jej domu. Czemu ja?? Co takiego zrobiłam? Komu zawiniłam? Takie pytania krążyły mi po głowie w drodze nad rzekę. Byłam teraz jakby w transie. Niby byłam na ziemi i wszystko ok ale w środku była pustka nic poza dziwną siłą, która ciągnęła mnie na most. Podeszłam do barierki. Przeszłam na drugą stronę. Powoli puszczałam zimny metal. Przechylałam się w stronę rzeki i......
________________________________________________________
I pierwszy rozdział za nami :* mam nadzieję, że się wam spodobał xd Piszcie komentarze czy jest sens pisać to dalej, czy też nie. Mam nadzieję do następnego. Liczę na chociaż jeden komentarz :)