niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 6

-Amy? Vic? Ej no jaja sobie ze mnie robicie? Ughh - byłam lekko zdenerwowana. Już je zgubiłam! - jak tylko je znajdę to będą martwe!Światło się zapaliło...
A ja ujrzałam migające światła. Gdy tyko moje oczy przyzwyczaiły się do tego ujrzałam przecudowny widok.
Cała masa ludzi stała pod sceną? - nie wiem jak można było to nazwać - na, której stałam. Spiewała, poprawka wrzeszczała na całe gardła sto lat sto lat!
-Rose! - zawołała mnie chyba Amy, więc odwróciłam się w kierunku, z którego jak myślałam wydobywał się głos.
Zobaczyłam wielki wjeżdżający na scenę tort, na którym było napisane:
Najlepszego Niezdaro! ;* 


wtorek, 28 października 2014

PRZEPRASZAM! :(

Mam (chyba) bardzoo złą wiadomość. Rozdziału w najbliższym czasie nie będzie, ponieważ według moich rodziców zbyt dużo czasu spędzam przed laptopem, tabletem i telefonem. Moi kochani ( czujecie tą ironię? -.-) rodzice zadecydowali, że dostęp do internetu będę miała tylko i wyłącznie w laptopie i telefonie w godzinach 17-19. Mam do zrobienia prace domowe na internecie lub jestem w tym czasie na jakiś zajęciach. Więc informuję, że rozdział pojawi się najszybciej na początku grudnia...
PRZEPRASZAM :(

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 5

Z wielkim zdziwieniem spojrzałam na Amy.
A ta tylko uśmiechnęła się:
-Ona tak zawsze, nie przejmuj się. - I w podskokach ruszyła do salonu.
Jak one mogą się przyjaźnić? Przecież są zupełnymi przeciwieństwami.
Amy miła, sympatyczna, pełna życia, nadpobudliwa z niewykrytym ADHD, pełna optymizmu.
A Victoria? Hmmm... wredna, nie miła.
Ale z resztą nie wiem o nich praktycznie nic, więc się nie wtrącam.
Ocknęłam się z kilkuminutowego zamyślenia i za dziewczynami ruszyłam do salonu.
-Um to może ja pójdę się przebrać a wy tu poczekacie? - spytałam a raczej stwierdziłam.
-Rób co chcesz tylko się streszczaj. - mruknęła Victoria

środa, 3 września 2014

Rozdział 4

Wstałam dosyć późno nawet jak na mnie. Było już po jedenastej. Postanowiłam, że ten dzień spędzę na nic nie robieniu. Powolnym krokiem skierowałam się w stronę mojej garderoby. No co? Rodzice mają kasę więc korzystam!

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 3

-Oo, no dobrze. Mam 14 lat, - spojrzałam na zegarek 1:17 - w sumie jutro już 15. Tańczę balet, ponieważ rodzice mi kazali. Nie wiedzą jednak, że tańczę także taniec uliczny. Hmm dowiedziałam się, że mój kochany chłopak zdradza mnie z moją jedyną przyjaciółką. Moja mama dzisiaj zginęła. Ojciec ma mnie w dupie. Moja siostra jest najbardziej lubianą osobą w szkole. To chyba tyle. - zakończyłam swój krótki monolog.
Chłopak patrzył się na mnie ze smutkiem i litością w oczach. Nie! Nie chciałam, aby ktokolwiek się nade mną litował!
- Tylko nie mów jaka to ja jestem biedna i i tym podobne. - powiedziałam - nienawidzę jak ktoś się nade mną lituje.
- Uwierz, że nawet przez myśl mi to nie przeszło. - zaskoczył mnie już drugi raz dzisiejszej nocy, ale w pozytywny sposób - Ale mam do ciebie malutką prośbę. Mogłabyś mi pokazać jak tańczysz?
- No w sumie chyba tak. - szczerze się do niego uśmiechnęłam, ponieważ kocham tańczyć. Nie balet ale taniec uliczny. To on mnie wyraża.

 - Jejku jesteś niesamowita Rose. - chłopakowi zabrakło słów żeby opisać to jak dziewczyna tańczy.
- Chciałabym się dostać w tym roku do tej najlepszej szkoły tańca w całej Anglii wiesz o którą mi chodzi?
- Oczywiście, że tak ponieważ sam do niej uczęszczam. Jestem na 2 roku.
Szczęka mi opadła. Przecież tam dostają się sami najlepsi tancerze z całego świata. Ej! Chwila! On mógł żartować!
- Udowodnij. - rzuciła mu wyzwanie, a chłopak z wielkim bananem na twarzy zaprezentował kilka ruchów.
- No nieźle, nieźle Nathan. - Powiedziała Rose po obejrzeniu wyczynów chłopaka. - Więc teraz ty opowiesz mi o sobie i o szkole.
- Okey. Mam 16 lat. Nienawidzę swoich rodziców. Mam dwóch młodszych braci i jednego starszego. Tańczę od kiedy skończyłem 5 lat. To jest mój sposób na wyładowanie emocji. A co do szkoły. Jest super! Jak wiesz uczęszczają do niej sami najlepsi tancerze z całego świata. Ja uczę się w niej od dwóch lat. Co roku przyjmują do niej po piętnaście osób. Wszyscy tworzymy jedną wielką grupę. Treningi odbywają się w każdy dzień tygodnia po co najmniej trzy godziny, to zależy od tego czy wszyscy się przykładają i czy mamy dużo pracy. Nie wiem co mam ci opowiedzieć. Mogę cię kiedyś zabrać na nasz trening. Oczywiście jeśli chcesz.
-Jasne! Ale czad! - Powiedziałam zafascynowana.
- Dobra. To kiedy idziesz na kasting? Piątek, sobota czy niedziela?
- Raczej sobota, ale strasznie się martwię, że mi się nie uda. Przecież ty jesteś o wiele lepszy ode mnie, ja nie mam szans na przesłuchaniach z tymi wszystkimi ludźmi. A z resztą przesłuchania są już za miesiąc. O nie! Nie dam rady, rezygnuję!
-Nie ma mowy Rosie! - aww jak to słodko zabrzmiało - Pójdziesz na te przesłuchania! Mogę cię tam nawet siłą zaciągnąć! Poza tym mam zamiar ci pomóc, więc nie masz co się martwić! - tak Nath jest stanowczo za wesoły i ruchliwy. Zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem nie ma niewykrytego ADHD.
Wymieniliśmy się numerami. Okazało się, że mamy takie same telefony! HAHA.
Nathan chciał mnie odprowadzić pod mój dom, ale nie chciałam żeby tata robił mi później wyrzuty. Okazało się, że mieszka on w tej samej dzielnicy co ja. Były tutaj tylko wille i wielkie posiadłości. Cieszyłam się, ponieważ podczas drogi powrotnej nie wracaliśmy do tematu mojej nieudanej próby samobójczej. Pożegnałam się z nim na skrzyżowaniu dwóch ulic i ruszyłam w stronę swojego domu ani razu się za siebie nie oglądając. A Nathan stał dalej tam gdzie się rozstali i patrzył jak dziewczyna odchodzi. Ta dziewczyna go fascynowała. Po dłuższej chwili gdy dziewczyna już dawno zniknęła mu z oczu postanowił wrócić do domu. Był pewny, że wszyscy będą już spali i się nie pomylił. Po cichu uważając na to by nic nie przewrócić, ani się o nic nie potknąć wszedł do domu i od razu skierował się do swojej ogromnej sypialni znajdującej się na piętrze. Rzucił się na łóżko w ubraniach i w wyśmienitym humorze, cały czas myśląc o Rose pogrążył się w głębokim śnie.
Za to Rose nie miała już tak lekko. Modliła się, alby wszyscy już spali, ale jednak jej prośby nie zostały wysłuchane. Okna na dole były pozapalane. Wpadłą na pomysł aby wejść przez okno, ale pomysł tak szybko jak się pojawił tak szybko znikł. Wiedziała, że narobiła by więcej hałasu próbując rozłożyć drabinę. Zrezygnowana powolnym krokiem powlokła się w stronę wejścia do domu. Już na wejściu, gdy zdejmowała buty usłyszała donośny głos swojego ojca:
- Do salonu!
Weszła więc do wymienionego wcześniej pomieszczenia.
- Nie będę ci się z niczego tłumaczyć, ponieważ przez całe moje pierdolone życie miałeś mnie w dupie! Teraz sobie o mnie przypomniałeś?! Za późno! Nienawidzę cię! - wykrzyczałam to wszystko i nie pozwoliłam dojść do słowa. Pobiegłam do swojego pokoju, wywracając się na schodach. Poszłam do mojej własnej łazienki, wzięłam szybki prysznic i w okropnym nastroju położyłam się do łóżka. Długo nie mogłam zasnąć rozmyślając o dzisiejszym dniu. Znowu całą noc przepłakałam. Zasnęłam dopiero nad ranem.
_______________________________________________________________

Bardzo proszę o komentarze. To dla mnie wiele znaczy. <3
Następny rozdział postaram się dodać w przeciągu dwóch tygodni. 
Pozdrawiam, i mam nadzieję, że ktoś czyta tego bloga :p
Jeżeli czytasz to skomentuj. Proszę.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rodział 2

*Perspektywa Nathana*
Trzasnąłem drzwiami wychodząc z domu. Było już ciemno i późno. Szedłem ulicą. w pewnej chwili zobaczyłem dziewczynę.
Stała ona na moście.
Co taka dziewczyna może robić tak późno na dworze?
 Po chwili moje zdziwienie zamieniło się w przerażenie.
Ona stała za barierką.
Podchodziłem do niej jak najciszej i jak najszybciej mogłem. Przecież ta dziewczyna mogła w każdej chwili skoczyć! Byłem już blisko. Wtedy ona wychyliła się i puściła barierkę....
- Nie, nie, nie. Błagam kolejnego razu nie przeżyję...!
Myślałem, że nie zdążę dobiec, ale jednak jakimś cudem udało mi się złapać ją w pasie i przenieść na drugą stronę barierki.
-Dzięki Bogu.. - szepnąłem do siebie.
Nagle dziewczyna zaczęła okładać mnie pięściami i wykrzykiwać:
- Ty głupku wszystko zniszczyłeś! Jak mogłeś! Zresztą po co mnie ratowałeś! Chciałam spaść i umrzeć! ROZUMIESZ?! - Wrzeszczała jednocześnie płacząc
Nie wiedziałem zupełnie co mam powiedzieć więc po prostu ją do siebie przytuliłem.

*Perspektywa Rose*
Znieruchomiałam.
On mnie przytulił tak po prostu.
 Ale jednak w jakiś sposób to pomogło. Więc po chwili odwzajemniłam uścisk.
- Ciii. Już dobrze. Nie płacz. - szeptał.
Po jak mi się wydawało chwili, chociaż to było ponad pół godziny.
Wyswobodziłam się z objęć chłopaka. Otrząsnęłam się troszkę. To znaczy przestałam płakać.
- Ok. Dzięki, że nie pozwoliłeś mi skoczyć... chyba. - powiedziałam i uśmiechnęłam się blado.
- Jak masz na imię? - to pytanie kompletnie zbiło mnie z tropu. Myślałam, że zacznie mnie wypytywać o to dla czego chciałam się zabić i tym podobne a tu takie zaskoczenie.
Musiałam mieć strasznie dziwną minę, ponieważ zaśmiał się i zapytał:
- Czemu się tak patrzysz? To pytanie było aż takie dziwne?
-N-Nie.. Ja tylko myślałam, że ty tak jak każdy.. b-będziesz wypytywał dlaczego... - powiedziałam cicho, ale chyba usłyszał. - I jestem Rose, Rose Smith.
- Wiem, że nie chcesz o tym rozmawiać. A jeżeli chciałabyś mi to powiedzieć to byś powiedziała. Zresztą prawie się nie znamy. I nazywam się Nathan Jones.
- Opowiesz mi coś o sobie?
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Strasznie krótki, ale chociaż jest dzisiaj :*

Wielkie Przeprosiny!



Jejku!
Jak dawno mnie tu nie było. Przepraszam :( pewnie zawiodłam te kilka osób, które przeczytały początek opowiadania. Więc już chyba czas nadrobić te wielkie zaległości.
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś pamięta o moim blogu :3